Gdzie zjeść

Kuchnia Filipin – owoce morza (i nie tylko)

11 lipca 2016
473 Wyświetleń
2 Komentarzy
Przeczytano 11 minut temu
Kuchnia Filipin – owoce morza (i nie tylko)

Geografia ma zdecydowany wpływ na potrawy, jakie się jada w danym kraju. Kuchnia Filipin, z racji swego wyspiarskiego charakteru, to przede wszystkim owoce morza. Ale nie tylko. Na jej temat narosło przez lata wiele stereotypów i legend. Czas sprawdzić, czy jest z nią aż tak źle, jak piszą i mówią inni…

Kuchnia Filipin tylko wieje nudą?

Gdzie potrawy porażają smakiem, a dodatkowo bije od nich blask niezwykle żywych barw? Oczywiście w Azji. Wszędzie dobrze znane są potrawy rodem z Chin czy Indii, pad thai robi furorę także w Polsce. Ale czy ktokolwiek słyszał o kuchni filipińskiej? Pewnie tylko najwięksi koneserzy i smakosze mogą cokolwiek na jej temat powiedzieć. Wyszukiwarki po wpisaniu frazy „kuchnia filipi

kuchnia filipin2

n” odsyłać Was będą do wpisów obraźliwych i szkalujących tamtejsze dania. Podobno jest nudna, masa w niej ryżu, owoców morza, na zamówione posiłki czeka się wieki, a większości z nich nawet nie da się wziąć do ust bez odruchów wymiotnych. Jest aż tak okropnie? Hmmm… Jest to sprawa wielce dyskusyjna.

Może i tamtejsi kucharze nie pobierali nauk u Ramsay’a i nie prześcigali się w telewizyjnych show o miano tego najlepszego, jednak zdecydowana większość z nich ma fach w ręku i z danych im przez naturę składników potrafią zrobić prawdziwe cuda. Z drugiej strony, wiedząc jakim krajem są Filipiny, czy jedziemy tam po to, żeby stołować się w drogich restauracjach, czy może po to, by spróbować tamtejszych smaków? Odpowiedź zostawię każdemu z Was…

Kolory filipińskiej kuchni

Trudno w kuchni filipin doszukiwać się konkretnych korzeni, sporo w niej ekle

ktyzmu. Gołym okiem widać, że ewoluowała ona na przestrzeni kilku stuleci od swoich malajsko-polinezyjskich początków do obecnego kształtu. Tera

z to niezwykle zróżnicowana kuchnia z wieloma wpływami – doszukać się w niej można smaków latynoskich i śródziemnomorskich (okres kolonizacji hiszpańskiej) a także amerykańskich, chińskich oraz różnorodnych naleciałości z różnych części Azji.

Jak to na kontynencie azjatyckim bywa, także i Filipiny ryżem pod każdą postacią stoją, choć używa się także r

óżnego rodzaju makaronów, które najczęściej podawane są w formie podsmażanej – jest to tzw. pancit.

Najczęściej używanymi w kuchni flipińskiej rodzajami mięs są kurczak, wieprzowina, wołowina i ryby – i każde z nich znajdzie na poszczególnych wyspach swoich amatorów. Popularność ryb i owoców morza jest rezultatem położenia Filipin na archipelagu. Na stole często ląduje tilapia, sum (hito), ryba mleczna, czyli bangus, ryby z rodziny Epinephelinae (lapu-lapu), krewetki (hipon), krewetki królewskie (sugpo), miecznik, omółki (talaba), małże (tahong), duże i małe kraby (odpowiednio: alimango i alimasag), tuńczyk, dorsz, kałamarnice oraz mątwy (znane pod wspólną nazwą pusit). Równie popularne (i smaczne) są tu także wodorosty, ślimaki i węgorze.
Najpowszechniejszym sposobem przygotowywania ryby jest solenie jej, smażenie na patelni lub w głębokim tłuszczu i podawanie w prostym posiłek z ryżem i warzywami. Może być również gotowana w kwaśnym bulionie pomidorowym lub tamaryndowym, przygotowywana z warzywami w daniu o swojskiej nazwie, sinigang, duszokuchnia filipin1na na wolnym ogniu w occie z pieprzem w potrawie paksiw lub pieczona nad gorącym węglem lub drewnem. Wielu doznań smakowych można się spodziewać po rybie wędzonej i suszonej w promieniach słońca.

Wśród dań znajdziemy tam również bogate paelle i cocido (potrawa z mięsa, jarzyn i ciecierzycy). Do popularnych potraw należą lechón (upieczona w całości świnia, którą podaje się na wyjątkowe i uroczyste okazje), longganisa (filipińska kiełbasa), tapa (wędzona wołowina), abodo (kurczak i/lub wieprzowina duszone w czosnku, sosie sojowym, occie lub gotowane do wyschnięcia), kaldereta (mięso z kozy w gulaszu pomidorowym), mechado (wołowina lub wieprzowina gotowane w sosie pomidorowym), pochero (wołowina w bananach i sosie pomidorowym), afritada (wieprzowina lub wołowina duszona na wolnym ogniu w sosie pomidorowym z warzywami).

Na razie brzmi nieźle, prawda? Prawie jak w hiszpańskiej knajpce lub „u chińczyka”. W filipińskim menu znajdą się również takie potrawy, które budzą co najmniej niepokój i ciekawość, gdyż nie spotyka się ich na naszych stołach. Są to chociażby kare-kare (ogon wołu i warzywa gotowane w sosie z orzeszków ziemnych), chrupiąca pata (głęboko smażona noga świni) czy hamonado (wieprzowina na słodko w sosie ananasowym).

Filipiny można śmiało określić jako królestwo dipów i sosów. Smażone jedzenie często macza się w occie, sosie sojowym, soku wyciśniętym z kalamansi (rodzaj filipińskiej limonki) lub w połączeniu tych wszystkich sosów. Patis (sos rybny) bywa mieszany z kalamansi jako sos, w którym macza się większość owoców morza. Pasta rybna (bagoong), słynna pasta krewetkowa (alamang) i rozgnieciony korzeń imbiru (luya) są przyprawami często dodawanymi do potraw zarówno podczas procesu gotowania, jak i przy ich serwowaniu.

Może Filipińczycy nie są mistrzami w cukiernictwie i innych słodkościach, ale ich narodowy deser, czyli halo halo, to prawdziwy majstersztyk i feeria smaków. Wyobraźcie sobie tylko: kruszony lód, galaretki w kilku smakach, banan w plastrach, kawałki kokosa, fasola, leche flan (tamtejszy pudding karmelowy) i wreszcie fioletowe (!) lody o smaku słodkiego ziemniaka (ube). Dostaje się to w dość wysokim kubku, a przed zjedzeniem należy wszystko wymieszać – zrozumiała w tym momencie staje się nazwa deseru, gdyż „halo” oznacza tyle, co „mieszać”.

Kuchnia Filipin freaków pełna jest

Oczywiście, zarzuty wobec kuchni filipińskiej nie są bezpodstawne. Kucharze i kelnerzy na zegarku raczej się nie znają, street foody zapewne nie zaliczyłyby kontroli sanepidu, a niektóre połączenia smaków są naprawdę dziwne. Jednak taki jest ten kraj – pełen kontrastów, gdzie ludzie radzić sobie muszą czasem z ogromną biedą, a mimo wszystko z bardzo prostych składników potrafią czasem przyrządzić – i podzielić się – prawdziwymi rarytasami. Filipiny rozwinęły do niebotycznych rozmiarów kulturę jedzenia ulicznego. Na każdym kroku porozstawiane mamy grille, foodtrucki czy małe knajpki, z których unosi się rozkoszna (czasem mniej) woń zachęcająca do skosztowania serwowanych potraw. Czasem dziwacznych. Bardzo.

Jedną z nich jest balut. „Najprawdopodobniej najbardziej obrzydliwe i znienawidzone danie świata” (jeśli znajdziecie coś gorszego – dajcie znać), a jednak kuchnia Filipin uznaje go za przysmak. Balut to tzw. danie przejściowe, gdyż jest to jajeczno-mięsne jajo kacze (rzadziej kurze), wewnątrz którego odnajdziecie w pełni uformowany, ptasi zarodek. Tak – możecie się teraz skrzywić – spożywa się go w całości, z kośćmi, dziobem… Mimo, że potrawa wywodzi się z Filipin jest ona popularna również w innych częściach Azji. Najczęściej różni się ona tylko okresem inkubacji jaja. Najdłuższy proces inkubacji preferują Wietnamczycy, którym najbardziej odpowiadają 21-dniowe zarodki. Zdjęcie może sobie podarujemy – zawsze możecie zajrzeć do wujka google.

Kolejnym, szalonym daniem – jeśli tak można je w ogóle nazwać – jest momma, czyli przysmak filipińskich górali. To ryżowo-tytoniowa używka do żucia, która pozostawia po wypluciu charakterystyczne, czerwone plamy – więcej o niej poczytacie na blogu nafilipinach.com. Lektura jest naprawdę wciągająca…

Kończąc – można psioczyć, że kuchnia Filipin pełna jest ryżu, owoców morza, dziwnych smaków i spóźnień w zamówieniach. Oczywiście, ale taka jest mentalność tamtych ludzi i doceniać trzeba fakt, że chcą dzielić się z innymi swym bogactwem, swoimi smakami i kolorami. Zechcesz? To spróbujesz. Nie będzie Ci smakowało? Trudno – nie musi. Ale nie pisz, że coś jest ohydne. Tobie nie smakowało, ale dla drugiego może to być uczta dla zmysłów.

mp

P.S. Wszystkim, którzy ulegli pokusie oceniania i krzywdzących stereotypów, odsyłam do filipińskiego „must eat” lub przynajmniej „must try”: menu nr 1 i nr 2. SMACZNEGO!

ROZBUDZAMY PODRÓŻNICZE MARZENIA!

2 Comments

  1. Uwielbiam jeździć i zwiedzać kraj również pod kątem kulinarnym, za smaki od lat kocham Azję. Obecnie poznaję kuchnię polinezyjską (Tonga, Samoa, Fidżi).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *