Miasta

Lwów: gniew czy sentyment?

16 maja 2016
466 Wyświetleń
0 Komentarzy
Przeczytano 11 minut temu
Lwów: gniew czy sentyment?

Są  miejsca na Ziemi, które wywołują emocje. Czasem nawet skrajne. Z jednej strony sentyment, łezka w oku zakręcić się potrafi, z drugiej strony – czasem trudno pogodzić się z kolejami historii… Takim miejscem z całą pewnością dla wielu pokoleń naszych rodaków, zwłaszcza Kresowiaków, jest Lwów. Przez wieki polskie miasto, ostoja rodzimej kultury. Dziś w granicach Ukrainy. Odłóżmy na chwilę (a może na dłużej?) historyczne zaszłości. Cieszmy się urokami i pięknem miasta…

Lwów i jego etniczny tygiel

Dla Polaków Lwów jest miastem na wskroś symbolicznym. Wszystko wydaje się bliskie, wręcz swojskie. Łza się zakręci na widok pomnika Mickiewicza, kamienice, kościoły, kolory… Wszystko przywodzi na myśl bogatą w doświadczenie wielu kultur Rzeczpospolitą. Na jej ówczesny kształt we Lwowie mieli wpływ nie tylko Polacy. W całym mieście widać ślady także Ukraińców, Ormian i Żydów. Ich wkład i dorobek trudno opisać w kilku słowach – ich przykład pokazuje, że kilka nacji mogło żyć razem w symbiozie i społecznej harmonii, by wspólnie budować swoją teraźniejszość i przyszłość. Tak – to było możliwe. Można zadać sobie pytanie – czy po tylu historycznych zawieruchach, po latach antagonizmu, bylibyśmy w stanie zjednoczyć się i wspólnie iść przez życie? Czy jeszcze kiedyś ktoś zaśpiewa: „I bogacz i dziad to są za „pan brat”/ I każdy ma uśmiech na twarzy!”?

Podróż w przeszłość

Pierwsze ślady osadnictwa na terenie dzisiejszego miasta pochodzą z V wieku. Historia Lwowa zaczyna się w roku 1256, kiedy ruski książę Daniel Halicki założył tutaj miasto. W 1356 roku miała miejsca powtórna lokacja, której dokonał Kazimierz Wielki. Od dość niedawna, bo dopiero od 1991 roku miasto leży w granicach niepodległej Ukrainy. Ten fakt z całą pewnością będzie jeszcze przez długi czas zadrą w naszych stosunkach, ale czy ma to nas odwodzić od tego, by w końcu tam pojechać? NIE!

Dlaczego zatem warto choć na chwilę odwiedzić Lwów? Chyba przede wszystkim dla atmosfery, by oddychać tym samym powietrzem, co nasi wielcy rodacy, by poczuć ducha miasta, by odbyć podróż w przeszłość… o której przypominają nam brukowane ulice, elewacje sklepów na których dalej dostrzeżemy stare napisy i szyldy, a także stary tramwaj, który zawiezie nas na Cmentarz Łyczakowski, gdzie spoczywa wiele osób zasłużonych dla polskiej historii i kultury.

Lwów z całą pewnością nie jest miastem jednowymiarowym, nie wolno nam patrzeć nań tylko przez jeden pryzmat. Lwów to również podwórko z pluszakami, szlak po dachach, egzotyczna dzielnica ormiańska, całe mnóstwo tematycznych knajpek, które są prawdziwą ozdobą miasta, opera, do której można wejść za grosze; to także przepiękne świątynie, muzea, labirynty uliczek, pchle targi,którymi przechadzanie się może dostarczyć niezapomnianych wrażeń (i zakupów). Lwów to przede wszystkim ludzie – świadkowie dziejącej się historii – zawsze otwarci, uśmiechnięci, starający cieszyć się każdym promieniem słońca, uciekającą chwilą i napotkanym człowiekiem.

Lwów: co zobaczyć?

Łatwiejsza byłaby pewnie odpowiedź na pytanie: „Czego nie warto zobaczyć?” :) Jak zatem napisać…? Po pierwsze, wszystko zależy od tego, ile macie czasu. Nie da zwiedzić się Lwowa z marszu, gdyż wspaniałych miejsc jest po prostu wiele – i jeszcze więcej. Dość wspomnieć, że śródmieście miasta jest jak muzeum pod otwartym niebem, które mieści ponoć 1000 zabytków budownictwa, z czego przynajmniej 200 to arcydzieła architektury na skalę światową, a Stare Miasto w całości zostało wpisane na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Warto wybrać sobie przed wyjazdem jakiś klucz, według którego będziecie chcieli rozpocząć zwiedzanie. Już na miejscu warto skorzystać z całej palety wycieczek tematycznych, które pozwolą Wam odkryć nieznane zakamarki Lwowa. Pokaźną ofertę ma ekipa z Kumple Tour, dzięki której będziecie mogli wybrać się choćby na wyprawy piwne, nocne, romantyczne, a nawet można skusić się na grę miejską.

Oczywiście, nie będziemy pozbawiać Was całej frajdy z odkrywania fascynujących zakamarków Lwowa. Z drugiej strony, kim byśmy byli, gdybyśmy nie podali choć kilku propozycji, prawda? :) Obiecujemy – będzie krótko i NIEtypowo…

Na pierwszy ogień idzie prawdziwa gratka dla miłośników historii, kultury, antropologii czy etnografii. Chcecie odbyć  prawdziwą podróż w czasie i poznać na własnej skórze, „jak było kiedyś”. Wystarczy wybrać się do Gaju Szewczenki.  To świetnie zaprojektowany skansen, przybliżający różne sfery życia ludów zamieszkujących niegdyś tereny Ukrainy. Znajdziemy tam odtworzone wioski z Huculszczyzny, Łemkowszczyzny, Bojkowszczyzny, Wołynia, Polesia, Bukowiny, Zakarpacia i wreszcie okolic Lwowa. Można tam łączyć przyjemne z pożytecznym, więc lepiej zarezerwujcie sobie, co najmniej pół dnia. Chodzenia jest sporo, więc pomyślano o wszystkich strudzonych wędrowcach: w połowie trasy znajduje się kuźnia i kuchnia polowa, gdzie można zasmakować prawdziwych kozackich potraw, bazujących na kaszy, mięsie, słoninie i warzywach. Po więcej info wystarczy kliknąć tutaj.

Od niedawna, w trzech punktach miasta udostępniono dla turystów podziemia. W planach jest otwarcie blisko kilometrowej trasy pod lwowską starówką. Trzeba niestety jeszcze na to poczekać, jednak udostępnione miejsca pokazują, że nie są to zwykłe piwnice, ale mury opowiadające burzliwą historię tego miasta. To ja części układanki, które trzeba do siebie dopasować, żeby ujrzeć całość. Jak na razie otwarto podziemia kościoła Jezuitów, dawnego kościoła Trynitarzy (obecnie jest to Cerkiew Przemienienia) oraz kościoła Dominikanów. Swoją wędrówkę warto odbyć z dobrym przewodnikiem, który przeprowadzi Was przez meandry historii, a Wasza wizyta nie będzie tylko spotkaniem ze starymi murami.

Jako, że Lwów stał się punktem styku wielu kultur, Polaków, Rusinów, Austriaków, Węgrów, Ormian, Żydów, Niemców, to każda z nich  pozostawiła tu coś po sobie. Jednym z takich żywych artefaktów jest oczywiście kuchnia. Lwów to prawdziwa poezja, maestria i gama smaków. Jesteśmy pewni, że każdy znajdzie tam coś dla siebie, zwłaszcza, że ostatnio zapanowała moda na knajpy tematyczne. Na Rynku znajdziecie lokal „Kryjówka”, inspirowany kryjówkami partyzantów UPA, a ulicę dalej znajduje się Masoch Cafe – na cześć urodzonego we Lwowie, słynnego pisarza, Leopolda Ritter von Sacher-Masocha, od którego nazwiska wziął się masochizm. W Dzielnicy Ormiańskiej zaś znajdziecie Lampę Gazową – na cześć Ignacego Łukasiewicza. Po jeszcze więcej propozycji odsyłamy Was na Biegun Wschodni.

Naszą ostatnią propozycją niech będzie coś łączącego dotychczasowe. Coś dla ciała i coś dla ducha. Jeśli macie pod ręką 20 hrywien, czyli równowartość około 5 zł., to musicie wręcz wybrać się do Muzeum Browarnictwa, które ulokowane zostało ono przy Browarze Lwowskim. Ten z kolei został założony przez jezuitów. Pierwotnie warzyli oni piwo na własne potrzeby, by po jakimś czasie zacząć częstować nim co ważniejszych gości. Widząc jak dużym zainteresowaniem się cieszy, rozpoczęli oni produkcję na skalę przemysłową. Obecnie produkuje się w nim m.in. znane piwo 1715, którego nazwa upamiętnia rok założenia. Co najważniejsze, bilet wstępu obejmuje także degustację. Jeśli więc macie ochotę napić się lwowskiego piwa, lepiej to naprawdę warto zrobić to właśnie browarze –  przy okazji zobaczycie niezwykle ciekawe miejsce, którego sława docierała na krańce Europy.

Kochani, naprawdę zachęcamy Was do odwiedzenia Lwowa. Nie liczy się to, z jakimi emocjami tu przyjedziecie, ale z jakimi wrócicie. Gwarantujemy, że wrócicie nie raz, i nie dwa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *