Nad wodą

Martynika – plaże, słońce i…

5 kwietnia 2016
158 Wyświetleń
0 Komentarzy
Przeczytano 9 minut temu
Martynika – plaże, słońce i…

Myśląc o Karaibach mamy najczęściej w głowie obraz, w którym dominują plaże, słońce, bezkresny lazur morza, palmy, drinki, błogie i wszechobecne lenistwo. Piękne to wyobrażenie, w większości przypadków prawdziwe i sprawdzone przez wielu. Jednak Martynika oferuje turystom więcej. Znacznie więcej. Zdecydowanie więcej….

Martynika łamie karaibskie stereotypy

Wyspa jest, podobnie jak Barbados, składową archipelagu Małych Antyli. Martynika położona jest między Dominiką (od północy) a Saint Lucia (od południa) i stanowi zamorski departament Francji. Różni się zasadniczo od innych karaibskich wysp: znajdziemy tam reklamy znanych marek, a i stać w korkach nam się zdarzy – no chyba, że wybierzemy się w podróż po, prawdopodobnie jedynej na Karaibach, nitce autostrady. Wszystko to sprawia, że początkowo możemy czuć się dość dziwnie, a nawet nieswojo. Zupełnie nie po karaibsku. Jednak już pierwsze widoki, wizyta na plaży i pierwsza szklanka szlachetnego trunku, jakim jest rum, poprawią nam humor i wprowadzą w senny, błogi, wręcz chillout’owy nastrój – tak bardzo charakterystyczny dla tego miejsca. Jeśli ktoś myślał, że Martynika to kolejny słodziutki raj dla plażowiczów, to się grubo myli. Spotkanie ze złocistym piaskiem to tylko preludium do całej gamy atrakcji i wrażeń.

Martynika i jej ognista historia

Dla Europy Martynika została odkryta przez samego Krzysztofa Kolumba, który w trakcie swojej czwartej podróży na krótko zawinął do jej wybrzeży w 1502 roku. Stało się to w okolicach dzisiejszej miejscowości noszącej miano Le Carbet. Pierwsi francuscy osadnicy zawitali tu już w 1635 roku i od tego momentu praktycznie przez cały czas Martynika pozostaje pod kuratelą Paryża. Do dziś mieszkańcy wyspy to ogromna mieszanka etniczna, bowiem spotkamy tam ludność europejską, kreolską, chińską, indyjską, a także Mulatów i Murzynów. Te dwie ostatnie nacje stanowią blisko 90% obecnej populacji Martyniki. Udając się tam dobrze przyswoić sobie choć odrobinę języka francuskiego, jednak większość posługuje się kreolskim.

Wyspa jest, jak większość Małych Antyli pochodzenia wulkanicznego i to właśnie z nimi wiąże swoją historię. Nie bez powodu Martynika nazywana jest „karaibskimi Pompejami”. Podobnie, jak w przypadku tego rzymskiego miasta, wulkan okazał swoją morderczą siłę. 8 maja 1902 roku podczas erupcji wulkanu Montagne Pelée zostało zniszczone nadmorskie miasto Saint Pierre, a śmierć poniosło blisko 30 tysięcy osób. Spotkanie z ognistą chmurą przeżył tylko młody, kreolski robotnik, który dzień wcześniej trafił do celi o grubych ścianach. Cyparis doznał rozległych poparzeń twarzy, pleców i nóg, gdy chmura gorejąca dostała się do lochu przez niewielki otwór okienny. Uratowano go po kilku dniach, a w kolejnych latach stał się swoistą „gwiazdą” objazdowego festiwalu dziwactw i osobliwości Barnum & Bailey Circus, gdzie występował z bliźniętami syjamskimi i człowiekiem-lwem. Ostatni raz wspomniany wulkan uaktywnił się w 1929 roku i jak dotąd pozostaje uśpiony.

Bajeczny wybór plaż i górskich szlaków

Martynika jest otoczona rożnego rodzaju plażami, wśród których każdy znajdzie swoją ulubioną. Na południu wyspy dominują białe plaże o delikatnym piasku: idyllicznie pocztówkowa Salines, plaża w Diamant, która będzie prawdziwym rajem dla miłośników fal i surfingu, czy też baśniowa laguna w Cap Chevalier, prywatne hotelowe plaże w Pointe du Bout lub dzika Anse Grosse Roche dostępna po pólgodzinnym marszu.

Północ Martyniki – nieco chłodniejsza od południa – to obszar wspaniałych lasów deszczowych i masywów górskich zdominowanych majestatyczną sylwetką wulkanu Montagne Pelée. Fanów trekkingu i górskich wypraw ucieszy z pewnością fakt, że istnieje możliwość wejścia na jego szczyt. Podejście nie należy do najłatwiejszych, a na końcu trasy, czyli na wysokości około 1400 m. n.p.m. doznacie kojącego uczucia działania tylko 13 stopni Celsjusza. Atmosferę tajemniczości z pewnością potęgują dość często występujące tam gęste mgły.

Klimat tego zakątka i żyzne gleby wulkaniczne sprzyjają bujnemu rozwojowi roślinności. Obfity i zmieniający się bez końca ekosystem możliwy jest do zaobserwowania dzięki dziesiątkom szlaków pieszych wycieczek, gęsto rozsianych na tej części wyspy. Martynika to dom dla ogromnej ilości roślin i zwierząt. Wrażenie robią same liczby: 1325 autochtonicznych gatunków zwierząt (w tym 105 endemicznych i 9 uznanych za wymarłe) oraz 1791 autochtonów roślinnych (w tym aż 36 endemitów).

Co zobaczyć na Martynice?

Jest na wyspie kilka takich miejsc, które urzekną prawdziwych koneserów i najbardziej ciekawskich turystów. Na zachętę mamy dla Was dwa, które są wizytówkami wyspy, ale na szczęście nie ciągną do nich kilometrowe kolejki.

Każdy z Was uwielbia banany, prawda? Każdy choć raz w życiu je jadł. Ale czy każdy wie, że istnieje wiele gatunków tego owocu, a sam banan zaliczany jest do gatunku traw? Do nas dociera najczęściej jeden gatunek banana, ten który jest najtrwalszy i przetrwa 8-10 dni podróży do portów europejskich (tak, my też mieliśmy ten sam wytrzeszcz, gdy pierwszy raz o tym słyszeliśmy :) ) Tego wszystkiego i jeszcze więcej możecie dowiedzieć się, odwiedzając w miasteczku Saint Marie La Musee de la Banane, czyli  muzeum poświęcone jest właśnie temu owocowi. W cenie biletu można skosztować różne rodzaje bananów, a przy wyjściu w kolorowych domkach można zakupić różne lokalne produkty z bananów, w tym bananowe wino, powidła, a nawet mąkę.

Drugą wizytówką Martyniki jest oczywiście trzcina cukrowa, a z niej powstaje karaibska ambrozja, czyli rum. Na wyspie jest aż 15 (!) destylarni tego trunku. Niektóre z nich są dostępne dla zwiedzających – więc każdy chętny będzie mógł na własne oczy przyjrzeć się poszczególnym etapom produkcji tego napoju. W destylarni St. James, istniejącej od 1765 roku wciąż produkuje się rum, a dodatkowo jest tam również muzeum, w którym można podziwiać chociażby starodawne urządzenia używane do wytwarzania go, a także wspaniałą kolekcję butelek, w których lśni ponad 100-letni trunek (ach!). Oczywiście, czym byłoby zwiedzanie bez możliwości zdegustowania rumu, prawda? Nie może oczywiście i tego zabraknąć, zwłaszcza, że wtedy będzie można poczuć prawdziwą różnicę między miejscowymi wyrobami, a tym, co znamy z europejskich półek. Różnica jest powalająca – oczywiście wiadomo na czyją korzyść.

Ech… Już zapragnęliście, by Martynika stała się Waszym domem? Choć przez kilka dni? :) Możecie być pewni, że to nie jest nasz ostatni tekst o tej rajskiej wyspie…

We Will Be Back Here! Soon!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *