Nad wodą

W poszukiwaniu (s)pokoju. Pitcairn w tle

31 lipca 2016
787 Wyświetleń
0 Komentarzy
Przeczytano 6 minut temu
W poszukiwaniu (s)pokoju. Pitcairn w tle

Ileż to razy dziennie jesteśmy bombardowani milionem bodźców? Ileż to razy narażeni jesteśmy na presję i stres? Każdy dzień rozpoczynamy stwierdzeniem „byle do piątku” lub prostym pytaniem: „jak długo jeszcze to wytrzymam?”. Chcemy się stąd wyrwać, uciec, choćby na chwilę. Nasze serce, nasza dusza krzyczą wręcz o pomoc. Szukamy zapomnienia, spokoju, wewnętrznego pokoju. Czasem warto wyjechać na dzień lub dwa. Pobyć w samotności, z dala od zgiełku, hałasu, rozdzwonionych telefonów i rozkrzyczanych chodników. Naprawdę niewiele trzeba, by odzyskać swoją równowagę, nabrać sił i walczyć dalej z codzienności szarzyzną. Gdzie się udać? Mamy dla Was jedną propozycję. Jedno słowo: Pitcairn.

Uciec stąd chcę!

Jakże często przytłaczają nas wydarzenia, ludzie, dziwne sploty okoliczności. Buzujemy się od środka, bliskim pokazujemy tylko dobrą minę do złej gry, nakładamy kolejne maski. Z zewnątrz spokojni, jednak nasze wnętrze aż kipi od zbierających się negatywnych emocji czy frustracji. Czara jest już prawie u brzegu. Zaraz się wyleje. Zaraz wybuchniemy. Wtedy wyglądamy mniej więcej tak.

Cierpimy nie tylko my. Dostaje się też tym, których kochamy najbardziej. Najlepiej byłoby po prostu uciec. Chociaż na chwilę. Czy zawsze się da? Na pewno nie. Ale przychodzi ten krytyczny moment, że po prostu musisz spakować walizkę i ruszyć przed siebie. Gdzie oczy poniosą. Gdzie nogi będą chciały zanieść. Wybrać się w podróż. Tam, gdzie nikt nie będzie nas szukać.

Tylko, gdzie jest takie miejsce? Daleko. I choć propozycja jest niewielka – to jednak wyprawa będzie jedną z najwspanialszych, jakie moglibyście odbyć w życiu.

Pitcairn – raj pośrodku oceanu

Tam z pewnością nikt Was nie będzie szukać. Picairn to część terenów zamorskich, należących do Wielkiej Brytanii; niewielka wyspa wulkaniczna na Oceanie Spokojnym. Jest drugą, co do wielkości wyspą archipelagu o tej samej nazwie i jedyną zamieszkaną. Choć to słowo brzmi dość komicznie, gdy dowiemy się, jaka duża jest tam ludzka populacja. Na powierzchni około 47 km² mieszka bowiem 49 osób (!). Spokojnie, jest jeszcze gdzie się schować przed zgiełkiem cywilizacji. Mówi się, że to właśnie tutaj – ponad 5500 km od wybrzeży Nowej Zelandii – woda przybiera najbardziej lazurową barwę, a oglądane nocą gwiazdy nigdzie indziej nie świecą tak jasno. Miejsce idealne na ucieczkę przed światem.

(fot. worldfortravel.com)

(fot. worldfortravel.com)

A propos – odkryta w 1767 roku przez angielskiego żeglarza, Roberta Pitcairna – wyspa znana jest przede wszystkim ze swej buntowniczej przeszłości. Jej pierwszymi mieszkańcami bowiem byli raptusi ze słynnego okrętu HMS Bounty, (tak, to te wydarzenia opisują filmy pod tytułem: Bunt na Bounty) którzy wraz z uprowadzonymi Tahitańczykami założyli w 1790 roku miasteczko Adamstown, będące do dziś stolicą wyspy.

Można śmiało powiedzieć, że udając się tam, będziemy pośrodku niczego. Najbliżsi sąsiedzi Pitcairnu mieszkają na Wyspie Wielkanocnej – odległej o ponad 2000 kilometrów na wschód. Do Tahiti – na zachodzie – jest blisko 2400 kilometrów. Szczęściem w nieszczęściu osamotnionej na Oceanie plamki jest fakt, że wysepka leży prawie dokładnie na linii łączącej Nową Zelandię z Panamą. Zatem statki zmierzające z Nowej Zelandii na wschodnie wybrzeże USA i do Europy zawsze przepływają gdzieś obok. Izolacja wyspy skończyła się wraz z ukończeniem budowy Kanału Panamskiego w 1914 roku.

(fot. rhiannonsetsoff.wordpress.com)

(fot. rhiannonsetsoff.wordpress.com)

Wyspa nie posiada jako takiego portu. Kotwica rzucana jest w bezpiecznej odległości od brzegu, a potrzebne zapasy czy pragnący (s)pokoju turyści dostarczani są na ląd specjalnymi szalupami. Nie dostaniemy się tam także samolotem – nikt nie ryzykowałby karkołomnego lądowania w obecności wzburzonego Pacyfiku.

Ta niepozorna wysepka słynie za to na całym świecie z doskonałego miodu pszczelego i wyśmienitej kawy, a prawdziwą gratką dla filatelistów są miejscowe znaczki, które w większości uchodzą za rasowe „białe kruki”.

Mimo, że dostać się tam nie jest łatwo, to jednak wydane pieniądze i niewygody podróży zrekompensowane będą od razu, a odzyskany (s)pokój ducha wart jest każdej ceny.

Jeśli macie w tym momencie dłuższą chwilę, to zachęcamy do zapoznania się z dokumentem na temat Pitcairn. To wspaniała porcja wiedzy na temat lokalnej społeczności, która ewoluowała na przestrzeni lat. Nie zabraknie też zapierających dech w piersiach widoków… ENJOY!

P.S. A może by tak spędzić tam życie na emeryturze? :) Pytanie zostawiamy Wam pod rozwagę. 

(fot. telegraph.co.uk)

ROZBUDZAMY PODRÓŻNICZE MARZENIA!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *