Swego nie znacie

Swego nie znacie (odc. 22): Pałac w Kurozwękach

3 kwietnia 2016
193 Wyświetleń
0 Komentarzy
Przeczytano 6 minut temu
Swego nie znacie (odc. 22): Pałac w Kurozwękach

Dziś zabierzemy Was do województwa świętokrzyskiego. Będzie to miejsce szczególne, na poły legendarne, gdzie historia bije na każdym kroku, a słynny polski pisarz, Stanisław Żeromski rozpisywał się o nim w swych prozach. Niepozorna mieścina, która skrywa sobie prawdziwy skarb. Jest nim cel naszej wyprawy, czyli Pałac w Kurozwękach!

Pałac w Kurozwękach wczoraj…

Kurozwęki, niegdyś niewielkie miasteczko nad brzegiem doliny rzeki Czarnej, jako wieś należąca do grodu krakowskiego pojawia się w źródłach w 1246 roku. Wtedy to, w dokumencie księcia sandomierskiego i krakowskiego Bolesława Wstydliwego występuje comes Mistigneuus filius Martini de Kurozwansch. Pozostawała w rękach Poraitów (Porajów) herbu Róża, rodu na poły legendarnego, według Jana Długosza wywodzącego się w prostej linii od jednego z legendarnych braci św. Wojciecha – Poraja, który w zamian za zasługi brata biskupa otrzymał od księcia Bolesława Chrobrego tytuł szlachecki z herbem i obszernymi dobrami ziemskimi. Z czasem Porajowie przyjęli nazwisko Kurozwęccy od nazwy największej ze swych włości, gdzie w 2. połowie XIV stulecia zbudowany został zamek, opisany w dokumencie z 1400 jako Castrum Curoswank.

Nazwa miejscowości Kurozwęki, czyli Kur dżwięki według legendy wywodzi się od koguta, którego głośne pianie pozwoliło odnaleźć się drużynie książęcej, zagubionej podczas polowania w okolicznych puszczach. A tak o tym miejscu pisał w swoich dziennikach Stefan Żeromski:

Na górze stromej i skalistej rozłożyło się miasteczko, jedno z tych, jakie Bóg wie za co noszą miano miasteczek. Kilkadziesiąt chatek zbudowanych w czworokąt, chat nie włościańskich, gdyż mają staromieszczańskie portyki o oryginalnie rzeźbionych słupach, studnia pośrodku rynku, bożnica, kościół i klasztor. Wójt, pan pisarz, ksiądz, nauczyciel – oto wielki świat Kurozwęk. Zstępując z góry widzisz ogrody i gąszcze drzew, a wśród nich oblany dookoła wodą pałac.

Moglibyśmy rozpisać elaboraty i opasłe tomiszcza na temat historii zamku, który zanim przybrał obecną formę zmieniał swoje gabaryty i przeznaczenie, ale dowiecie się tego z całą pewnością na miejscu. Na zachętę możemy napisać, że jego dzieje są niezwykle burzliwe i mogłyby posłużyć na scenariusz niejednego obrazu filmowego. Dobra w Kurozwękach były na początku średniowieczną warownią, perłą gotyku, by ostatecznie zostać rodową rezydencją, olśniewającą swym barokowym stylem przeplatanym z rokoko i neoklasycyzmem.

… i dziś

Pałac w Kurozwękach zarabia dziś głównie na turystach, tłumnie przybywających tu w każdy ciepły weekend, gościach hotelowych i uczestnikach imprez okolicznościowych, oferując bazę dla organizacji wesel, biesiad, szkoleń – czyli jest tak, jak w przypadku większości zabytkowych zamków w naszym kraju. Zwiedzanie pomieszczeń zamkowych odbywa się z przewodnikiem, który oprowadza nas po podziemiach z dawną winiarnią, przez dziedziniec, kaplicę i Salę Balową, aż po sam taras.

Zabytki to nie wszystko…

Myśleliście już to wszystko, co Pałac w Kurozwękach ma do zaoferowania? Mylicie się, i to bardzo! Szczególnie interesującą atrakcją, i to na skalę europejską, jest jedna z największych na Starym Kontynencie hodowla bizonów amerykańskich. Stado liczące już ponad 80 sztuk można obserwować zza ogrodzenia, więc warto  zaopatrzyć się w lornetkę, albo w bezpośredniej bliskości – po wykupieniu przejażdżki specjalnym ciągnikowozem. W cenie biletu wliczone jest zwiedzanie mini zoo, gdzie będziecie mogli spotkać m.in: wietnamskie świnki zwisłobrzuche, rodzinę dzików, lamę, osła, wielbłąd dwugarbny Tytus, a także strusie, kozy, ptactwo ozdobne i in. Tutaj czas płynie bardzo szybko, a jeśli chcecie spędzić go jeszcze ciekawiej, warto wybrać się na zwiedzanie Pałacu w Kurozwękach w okresie od lipca do października, ponieważ właśnie wtedy będziecie mogli pobawić się w chowanego w unikalnym labiryncie. Z kukurydzy. Spokojnie, nic mi się nie pomieszało :) Otóż, co roku na pobliskiej plantacji kukurydzy urządza się specjalny labirynt, gdzie można naprawdę poszaleć, a widok z lotu ptaka przywodzi na myśl słynny film z Melem Gibsonem.

No i jak? Idealne miejsce na niedzielny wypad z rodziną, prawda? :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *