W górach

Barranca del Cobre – Miedziany Kanion

11 września 2016
491 Wyświetleń
0 Komentarzy
Przeczytano 5 minut temu
Barranca del Cobre – Miedziany Kanion

Meksykanie to mają jednak klawe życie! A co najważniejsze, ich kraj wciąż skrywa wiele – nieznanych dla nas – miejsc, które porażają swym pięknem i majestatem. Natura tam nie bierze jeńców, nie rozdrabnia się ani przez chwilę. Nie czai się, nie skrada… Zachwyca od pierwszych sekund spotkania i sprawia, że zakochujemy się w niej bezpowrotnie. Można się w niej zatracić. Kolejnym tego przykładem jest Barranca del Cobre, czyli Miedziany Kanion, który rozciąga się w stanie Chihuahua.

Barranca del Cobre i spółka – Wielki Kanion wysiada!

W zachodnim Meksyku znajduje się stan, który powinien być słynny na cały świat nie tylko z gatunku psa. Ma ku temu widoczny potencjał – choćby ze względu na wyjątkowy urok natury, który porywa serce od pierwszego wejrzenia. Pamiętacie, gdy mówiliśmy o Sumidero, porównywaliśmy go do Wielkiego Kanionu? W przypadku Barranca del Cobre będzie podobnie. Dlaczego? Już spieszymy z informacjami. Otóż Miedziany Kanion jest częścią większego systemu, który w ostatecznym rozrachunku jest cztery razy większy i dwa razy głębszy od swego „brata” z USA.

Swoją nazwę Barranca del Cobre zawdzięcza zielono-miedzianemu kolorowi ścian, których wysokość dochodzi nawet do 1400 (!) metrów, a jego długość to przeszło 50 kilometrów. Cały system powstawał przez „kilka” lat w wyniku działania sześciu rzek tworzących potężną Rio Fuerte. Nie będziemy rozwodzić się nad cudownością Miedzianego Kanionu. Słowa wydają się tu całkowicie zbędne – zwłaszcza, że dziś niedziela, więc dajemy więcej miejsca obrazom :)

barranca-del-cobre-2

(fot. commons.wikimedia.org)

barranca-del-cobre-1

(fot. commons.wikimedia.org)

barranca-del-cobre

(fot. commons.wikimedia.org)

Co ciekawe, w jaskiniach i drewnianych domkach żyją Indianie Tarahumara oraz Rarámuri, których tradycje zachowały się w niezmienionej formie przez setki lat. Ich kultura wciąż ciekawi, wciąż intryguje, wciąż daje do myślenia. To właśnie przybywał francuski wizjoner, aktor i poeta, Antonin Artaud, aby wraz z Indianami żuć halucynogenny peyotl – wszystko po to, by zwiększać możliwości swojego umysłu i otwierać go na nowe doświadczenia. Jeśli miał takie widoki, to z pewnością tych „nowości” mogło być naprawdę wiele…

barranca-del-cobre-3

(fot. commons.wikimedia.org)

Przez Barranca del Cobre biegnie dodatkowo – uważana przez wielu za najpiękniejszą na świecie – linia kolejowa, zwana pieszczotliwie, El Chepe. Biegnie ona z Chihuahua do Los Mochis, a cała trasa liczy ponad 670 kilometrów. Krajobrazy migające za oknem odcisną się na zawsze w pamięci każdego, kto zechce przyjechać do tego raju. W ciągu 16 godzin podróży mijamy 85 tuneli i pokonujemy aż 37 malowniczo położonych mostów. Niektóre odcinki biegną na wysokości 2400 metrów n.p.m. a widoki na góry Sierra Madre i mijane doliny zapierają dech w piersiach. Łańcuch jarów o powierzchni 64 tys. km kw., 300-metrowy (najwyższy w Meksyku) wodospad Cascada de Basaseachi, doliny pełne pieczar i skaliste szczyty – to tylko niektóre atrakcje, które spotkamy po drodze. Najsłynniejszym punktem widokowym na tej trasie jest Divisadero, jednak na całej długości zdjęcia, jak to zwykło się mówić, robią się same. Na trasie przejazdu natkniemy się także na liczne stragany i małe kramiki z rękodziełem i jedzeniem wspomnianych już Indian.

No to jak? Jeszcze kilka rzutów oka i zaczynamy się pakować? ENJOY!

#RozbudzamyPodróżniczeMarzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *