W górach

Grossglockner i jego trasa widokowa

21 września 2016
742 Wyświetleń
2 Komentarzy
Przeczytano 10 minut temu
Grossglockner i jego trasa widokowa

Luksusy luksusami, ale przyszedł najwyższy czas na to, co tygryski lubią najbardziej – czyli fikanie po szlakach i zdobywanie szczytów. Dziś zahaczymy o Austrię i jej najwyższy peak Grossglockner. Nie jest to zwykła góra – w jej okolicach znajdziemy również ekstremalną drogę widokową, która tylko czeka, by zabrać nas do swego zakręconego świata…

Grossglockner – nie rozmiar ma znaczenie

Ten alpejski szczyt z pewnością nie grzeszy wysokością. 3798 metrów nie robi zbyt wielkiego wrażenia na doświadczonych piechurach, górołazach i wspinaczkowych maniakach – zwłaszcza, że w Alpach są aż 82 czterotysięczniki, więc możliwości zdobywania dużych wysokości jest co nie miara. Jest to jednak drugi alpejski szczyt pod względem wyniosłości. Prowadzą na niego dwie drogi: łatwiejsza – Normalanstieg, przez lodowiec Ködnitzkees, oraz, jak się domyślacie, trudniejsza, czyli Stüdlgrat; ta z kolei wiedzie dłuższą, strzelistą granią. Aby jednak do niej dotrzeć, należy przejść niezbyt stromy odcinek skrajem lodowca Teischnitzkees. Nie dajcie się jednak zwieść tym słowom – z pozoru łatwa trasa potrafi jednak dać w kość.

(fot. pixabay.com)

(fot. pixabay.com)

Grupa Grossglocknera (bo nie jest to tylko jeden wierzchołek) znajduje się na terenie Parku Narodowego Wysokie Taury (Nationalpark Hohe Tauern). Sam szczyt ma dwa wierzchołki: zasadniczy –  czyli Grossglockner (Wielki Dzwonnik) (3798 m) i oddzielony od niego przełęczą Obere Glocknerscharte niższy, Kleinglockner (Mały Dzwonnik) (3783 m). Wspaniałych krajobrazów dopełnia kilka lodowców: Glocknerkees, Kleinglocknerkees, Teischnitzkees, Ködnitzkees, Leiterkees, Hofmannskees oraz największy lodowiec Austrii Pasterzenkees, który ma zaledwie 10 kilometrów długości.

(fot. pixabay.com)

(fot. pixabay.com)

Tyle tytułem wstępu. Więcej zobaczycie na zdjęciach i filmikach, a litery i słowa skupimy na drugiej okolicznej atrakcji, czyli wysokogórskiej Grossgocknerstrasse…

Wysokoalpejska piękność

Hochalpenstrasse to prawdziwa perełka austriackich Alp i zdecydowanie jedna z najbardziej malowniczych dróg na świecie. Ta kanonada serpentyn i ostrych zakrętów ma długość blisko 50 kilometrów. Wiedzie od Fusch do miejscowości Heiligenblut, z najwyższym punktem na poziomie 2504 m n.p.m (Hochtor) – ale samochodem da się wjechać jeszcze wyżej, bo na punkt widokowy Edelweiss-Spitze, 2571 m n.p.m.

(fot. pixabay.com)

(fot. pixabay.com)

Ona sama robi ogromne wrażenie, ale jej historia to jest dopiero coś! Wszystko zaczęło się w 1922 roku, kiedy to grupa austriackich ekspertów stworzyła teoretyczną koncepcję wybudowania drogi na Grossglockner. Miała ona przewyższyć pod względem technicznym wszystkie inne podobne drogi, a co najważniejsze przynieść ożywienie w ruchu turystycznym – jakoś trzeba było ściągnąć bogaczy z zagranicy, prawda? Mimo kryzysu ekonomicznego, jaki wtedy szalał w Austrii jako konsekwencja I wojny światowej, już w roku 1924 roku inżynier rodem z Karyntii, Franz Wallack otrzymał zlecenie wytyczenia „wysokogórskiej trasy widokowej” przez Hochtor. Pierwszy projekt przewidywał początkowo „jedynie” żwirową drogę o szerokości 3 m. ze specjalnymi zatokami do manewrów mijania. Wallack liczył na 120.000 odwiedzających rocznie – nazwano go wtedy, delikatnie rzecz ujmując – fantastą. Jak się potem miało okazać, nawet dynamiczny rozwój „złotych lat dwudziestych” nie przyspieszył realizacji ambitnego projektu.

(fot. pixabay.com)

(fot. pixabay.com)

Momentem przełomowym był światowy kryzys gospodarczy (sic!) z 1929 roku. Dlaczego? Otóż, budowa drogi na Grossglockner dawała nadzieję na nowe miejsca pracy. Rozpoczęło się przedsięwzięcie, jakiego nigdy dotąd nie było. Przez pięć kolejnych lat 3.200 robotników znalazło zatrudnienie przy wytyczaniu i budowie trasy. Podczas prac wykopaliskowych okazało się, iż ludzie przechodzili przez Hochtor już długo przed budową ulicy. Znalezione przedmioty z okresu II w. p.n.e. do IV w. n.e. (!) świadczyły o żywym handlu transalpejskim. Kupców nie odstraszały warunki ani fakt, że wyprawy przez wysokogórskie przełęcze uważane były za bardziej wyczerpujące niż wojna. Nieprzystępne Alpy nie były dla nich żadną granicą…

(fot. pixabay.com)

(fot. pixabay.com)

Wszystkie materiały, niezbędne do budowy tej trasy oraz baraki i narzędzia transportowano w góry końskimi furmankami, a za punkt honoru budowniczowie postawili sobie to, by nawet w najmniejszym stopniu nie zaburzyć naturalnego kształtowania terenu, co akurat świetnie im się udało. Jak się miało okazać, wydano o wiele mniej pieniędzy niż zakładano, więc budowniczowie dali coś od siebie i niejako „gratis” dobudowali specjalny odcinek na Edelweiss Spitze, czyli najwyższy punkt trasy, gdzie nie wolno wjeżdżać ciężkim pojazdom, w tym autobusom. Dlaczego? Jest zwyczajnie zbyt stromo – to właśnie stamtąd rozciąga się bajeczna panorama na więcej niż 30 trzytysięczników. Wyobraźcie sobie tylko ten przejmujący widok – sam pośród majestatu świata! Trzeba jeszcze zaznaczyć, że w trakcie bohaterskiej budowy nie obyło się niestety bez ofiar. Ponad dwudziestu ludzi oddało tam swe życie. Ich pamięci poświęcono kaplicę na Fuscher Torl, znajdującą się na 2428 m n.p.m.

(fot. pixabay.com)

(fot. pixabay.com)

Wracając jeszcze do Hochalpenstrasse, to trzeba wspomnieć, że na odcinku blisko 50 kilometrów pokonujemy różnicę poziomów wynoszącą aż 1766 metrów, a także przecinamy kolejne strefy geograficzne i klimatyczne. Oczywiście wszystko kończy się krainą wiecznego śniegu, ale po drodze można podziwiać zmieniającą się szatę roślinną, a i malejące ciśnienie również będzie odczuwalne. Tą malowniczą trasą można dojechać, jak już wspominaliśmy, do Franz Josefs Höhe, skąd roztacza się imponujący widok na Grossglockner oraz na lodowiec Pasterze. Do olbrzymiego lodowego jęzora tegoż lodowca można zjechać kolejką Gletscherbahn. Polecamy także dwa dość łatwe, widokowe szlaki wędrowne, startujące właśnie z wzniesienia Franciszka Józefa. Jeden z nich to Gamsgrubenweg, wiodący ponad imponującym krajobrazem lodowca Pasterze. Po około godzinie marszu powinniście dotrzeć do schroniska Hoffmannshütte. Drugi szlak to droga do wieży obserwacyjnej Wilhelma Swarovskiego (tak, tego samego, o którym pomyśleliście), skąd dzięki nowoczesnym urządzeniom optycznym można obserwować interesujące zjawiska na odległych szczytach. Nie każdy wie, że Swarovski był ceniony nie tylko jako słynny jubiler; był on również światowej klasy producentem specjalistycznego sprzętu optycznego. Ot, taka ciekawostka. A i na koniec jeszcze jedno – bądźcie uważni, to może będziecie mieli szczęście spotkać na swej drodze świstaka.

(fot. pixabay.com)

Co widać na sąsiednich szczytach? (fot. pixabay.com)

To jak? Kiedy pakowanie? :) Może jeszcze kilka ładnych kadrów, zanim zaczniemy?

Każdy ma swoje ulubione sposoby pokonywania kolejnych kilometrów. Jedni lubią morderczy bieg, a inni – cóż…

Jak znudzi się Wam chodzenie czy jazda autem, zawsze możecie spróbować tego :)

#RozbudzamyPodróżniczeMarzenia

2 Comments

  1. Widoki piękne! Jednak w górach coś mnie przeraża… :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *