Wyjazdy zagraniczne

Katedra w Santiago de Compostela, czyli kres El Camino

9 listopada 2016
375 Wyświetleń
1 Komentarzy
Przeczytano 10 minut temu
Katedra w Santiago de Compostela, czyli kres El Camino

Rzadko zabieramy Was do miejsc sakralnych, jednak tego nie mogliśmy pominąć! Katedra w hiszpańskim Santiago de Compostela wieńczy legendarny Szlak św. Jakuba, czyli El Camino. Drogę, którą powinien przejść każdy…

Santiago de Compostela owocem cudownych znaków

Podług wczesnochrześcijańskich podań działalność misyjną na terenach Galicji miał prowadzić jeden z Apostołów, św. Jakub Starszy (jego święto Kościół rzymsko-katolicki obchodzi 25. lipca). Przybył on, by ewangelizować mieszkającą tam ludność celtycką. Po powrocie do Jerozolimy został on, wyrokiem Heroda Agryppy, ścięty. Jego doczesne szczątki szybko przeniesiono na Półwysep Iberyjski, jednak wśród wichrów historii szybko zapomniano o miejscu jego pochówku… Dopiero w 813 roku za sprawą – jak podaje legenda – eremity Pelayo. Towarzyszyły temu wydarzeniu również cudowne zjawiska – w noc odnalezienia z nieba padał deszcz gwiazd, które spadały na pobliskie wzgórze. Ów eremita, który dostrzegł te znaki, podzielił się tymi wieściami z miejscowym biskupem. Odkryto wtedy kamienny grobowiec zawierający szczątki Męczennika. Na tę okoliczność miejsce owo nazwano Campus Stellae, co z łaciny tłumaczy się jako Pole Gwiazd.

(fot. commons.wikimedia.org)

(fot. commons.wikimedia.org)

Katedra w Santiago perłą architektury romańskiej

Od niego właśnie wzięło swą nazwę wybudowane tam miasto Santiago (Jakub) de Compostela, które od razu stało się ważnym ośrodkiem pątniczym – pierwszym „udokumentowanym” pielgrzymem był francuski biskup z Le Puy-en-Velay. Wcześniej wzniesiono tam kaplicę, która była podstawą do wznoszenia potężnej świątyni. Z racji tego, że miejsce to szybko zdobywało popularność, jego ranga wciąż rosła, a pątnicy przybywali tam z coraz dalszych krańców Europy, jeszcze w czasie budowy zmieniano jej status. Wznoszenie jej rozpoczęto w 1075 roku (wcześniejszy świątynia nie wytrzymała naporu Arabów z przełomu IX i X wieku) podczas panowania Alfonsa VI Kastylijskiego.

(fot. commons.wikimedia.org)

(fot. commons.wikimedia.org)

W swoim planie nawiązuje do wzniesionego z cegły kościoła klasztornego Św. Sernina w Tuluzie, jednakże podstawowym budulcem świątyni w Santiago jest przede wszystkim granit. Budowla powstawała w kilku fazach i jak mówi Księga Św. Jakuba (Liber Sancti Iacobi), ostatni kamień został położony w 1122. Uroczysta konsekracja katedry miała miejsce w 1211. Wśród świadków poświęcenia był m.in. król Leónu Alfons IX . Upiększanie świątyni trwało przez kilka kolejnych wieków wraz ze wzrostem znaczenia Santiago de Compostela jako miejsca peregrynacji – w 1100 roku papież Urban II polecił stworzenie przy niej siedziby arcybiskupiej, a w 1495 polecono utworzenie tam również uniwersytetu. Swojego ostatecznego kształtu nabrała katedra po wielu przebudowach w XVII i XVIII wieku.

Ok – tyle historii. Zaglądamy, choć na chwilę, do środka…

Z pewnością porażeni zostaniemy ogromem jej rozmiarów, wszak gdzieś tysiące pielgrzymów musi się pomieścić, prawda? Dość, że główna nawa ciągnie się na 100 (!) metrów. Świątynia to czterofasadowy kolos. Kulminacją architektonicznej ewolucji jest jej główna, późnobarokowa fasada wychodząca z zachodniej strony na plac Obradoiro, czyli tzw. Fachada del Obradoiro, którą zaprojektował Fernando Casas y Nóvoa. Charakteryzuje ją dekoracyjne i ikonograficzne bogactwo (m.in. rzeźby przedstawiające postaci Św. Jakuba, jego dwóch uczniów oraz scenę związaną z cudownym odkryciem ich grobów), wielkie przeszklone okna, dwie 76-metrowe wieże na planie kwadratu oraz dwa rzędy renesansowych schodów dzieła Ginésa Martíneza prowadzących do głównego wejścia.

(fot. commons.wikimedia.org)

(fot. commons.wikimedia.org)

Za wrotami głównej fasady, wewnątrz murów świątyni w jej obecnym kształcie znajduje się narteks, czyli kryty przedsionek będący częścią wcześniejszej – romańskiej fasady. To właśnie tutaj znajdziemy jeden z najwspanialszych XII-wiecznych portali, Pórtico de la Gloria (Portal Chwały). Na jego przykładzie dokładnie widać przejście (nie tylko w sztuce czy architekturze) z epoki romańskiej do gotyku. Składa się on z trzech łuków, z których każdy prowadzi oddzielnymi wrotami do odrębnych naw. Najokazalszy z nich zwieńczony jest tympanonem przedstawiającym Chrystusa Odkupiciela w otoczeniu czterech Ewangelistów, natomiast jego archiwolty przedstawiają wizerunki 24 Starców Apokalipsy trzymających instrumenty muzyczne. Jak możecie już się domyśleć, całość ikonografii portalu nawiązuje głównie do scen z Apokalipsy Św. Jana.

(fot. commons.wikimedia.org)

(fot. commons.wikimedia.org)

Trzynawowe wnętrze świątyni na planie krzyża łacińskiego zwieńczone jest sklepieniem kolebkowym. W połowie transeptu głównej mamy gotycką kopułę. Wnętrze z jednej strony surowe w wyrazie, z drugiej strony naszpikowane sporą ilością bocznych kaplic i kipiące przepychem. Można powiedzieć, że wchodząc tam, przekraczamy progi muzeum lub galerii sztuki wszystkich wieków. Rzeźby, naścienne polichromie przedstawiające postaci świętych, złocenia – koneserzy i historycy sztuki będą mieli tam używanie :) Co najważniejsze – pomimo tego „tłoku” nie traci się poczucia sacrum. Uffff…

(fot. commons.wikimedia.org)

(fot. commons.wikimedia.org)

Botafumeiro – święty obiekt westchnień

Z pewnością wielu pielgrzymuje tam z duchowych i religijnych pobudek, jednak wielu jest też „niedzielnych turystów”, którzy zjeżdżają do Santiago de Compostela właśnie dla botafumeiro – jest to przedmiot i rytuał zarazem. Na skrzyżowaniu naw znajduje się bowiem słynna, olbrzymia kadzielnica, nazywana po galicyjsku właśnie Botafumeiro, co w wolnym tłumaczeniu oznacza rzucać dym. Wykonany z mosiądzu i z brązu, posrebrzany trybularz ma 1,60 m wysokości. Pusta kadzielnica waży około 62 kg, pełna – jedyne 80 kg. Ważąca 90 kg lina, na której jest podwieszona ma długość 60 m i grubość 5 cm. Obecna, z syntetycznego materiału, zastąpiła dawny sznur wykonany z włókien konopnych, a do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 roku.

W trakcie nabożeństw w których używa się botafumeiro, kadzielnica jest wprawiana w ruch przez ośmiu mężczyzn, zwanych tiraboleiros. Rozbujana kadzielnica wędruje od transeptu do transeptu, a w szczytowym momencie osiąga prędkość dochodzącą – bagatela – do 68 km/h.

(fot. commons.wikimedia.org)

(fot. commons.wikimedia.org)

To właśnie tutaj zapoczątkowano używanie kadzidła, które początkowo nie miało zastosowania stricte liturgicznego. Według tradycji już w XI wieku miał na celu głównie wyeliminowanie nieprzyjemnego zapachu ówczesnych pielgrzymów – często brudnych, przepoconych, cierpiących na różne zakaźne choroby. Ci w celach profilaktycznych wdychali wonny dym, mając nadzieję, że zapobiegną w ten sposób przeróżnym schorzeniom.

Oczywiście nie jest tak, że botafumeiro „szybuje” sobie, kiedy chce. Mimo wszystko jest to dość kosztowne przedsięwzięcie i prócz kilkunastu dni liturgicznych w roku (znajdziecie je tutaj), „pokazy” odbywają się w czasie piątkowych Mszy o 19.30. Istnieje także możliwość indywidualnego pokazu dla grupy wiernych, jednak należy to odpowiednio wcześnie zgłosić – a cena krąży w okolicach nawet 400 EUR. To, co za chwilę zobaczycie jest warte jednak każdych pieniędzy :)

Namawiamy Was serdecznie, wybierzcie się w podróż Szlakiem św. Jakuba. Wędrówka El Camino to przede wszystkim duchowe zmaganie z samym sobą, swoimi słabościami, czas wysiłku i refleksji, ale też szansa na zawiązanie przyjaźni na lata. Zapewniamy, że kto raz zawitał do Santiago de Compostela, z pewnością tam jeszcze wróci. I to nie raz!

#RozbudzamyPodróżniczeMarzenia

One Comment

  1. Saved as a favorite, I like your blog!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *