Gdzie zjeść

Zgniły rekin, czyli kuchnia Islandii w skrócie

24 stycznia 2016
170 Wyświetleń
1 Komentarzy
Przeczytano 6 minut temu
Zgniły rekin, czyli kuchnia Islandii w skrócie

Może śmieszyć Was pierwszy człon tytułu, ale prawda jest tak, że kuchnia Islandii jest bardzo wymagająca i zwykły śmiertelnik może mieć z nią nie lada problemy. Jesteście gotowi na moc wrażeń? Zaczynamy!

Ze względu na dość surowy klimat, zwłaszcza zimą, Islandczycy od wieków mieli ograniczone możliwości jeśli chodzi o uprawę roślin i hodowlę zwierząt, a także potrawy jakie z danych składników mogli przygotować. Dlatego też kuchnia islandzka to typowa kuchnia północy – treściwa i prosta. Ta tradycyjna opiera się na składnikach jakie od zawsze były tutaj podstawowym źródłem wyżywienia czyli rybach, jagnięcinie, wyrobach mleczarskich oraz zbożach. Może wydawać się ona na pierwszy rzut oka dość monotonna, ale jeśli się w nią zagłębimy dostrzeżemy prawdziwe bogactwo smaków, a zarazem wspaniałą sztukę przetrwania, którą przez pokolenia miejscowi opanowali wręcz do perfekcji. Prostota i względna ubogość składników nie wiąże się z prymitywnością tamtejszej kuchni. Wręcz przeciwnie.

Kuchnia Islandii: ciągle ryby? Ale za to jakie!

Podstawą jadłospisu Islandczyków są oczywiście ryby. Jedzą je nawet kilka razy w tygodniu, są zresztą stosunkowo tanie. Wydaje się to dość nudne, ale jeśli spojrzymy, jakie są to gatunki ryb, to szybko zmienimy zdanie. Pstrągi, łososie, cierniki, węgorze, dorsze, łupacze, sole, halibuty – to tylko kilka z najpopularniejszych. Tak wspaniałych śledzi jak tam, w Polsce nie znajdziemy. Dla przeciwwagi do podstawowego menu stopniowo wprowadza się coraz więcej owoców morza, głównie krewetki i langustynki, jednakże coraz większą popularność zdobywają także algi morskie. Ryby przyrządza się tu na wiele sposobów, choć ze względu na klimat świetnie sprawdzają się ryby suszone, czyli harðfiskur. Do suszenia wykorzystuje się dorsze, śledzie lub łupacze. Dość popularne jest również wędzenie w dymie, a także marynowanie w serwatce, zasypywanie solą lub słonymi algami morskimi.

Jądra, mózgi, łeb, lava bread – islandzkie rarytasy

Mięso jest stosunkowo drogie na Islandii, dlatego nie jest ono tak popularne, jak dania rybne. Ewidentny wyjątek stanowi tutaj jagnięcina i baranina. Trudno się nie dziwić, jeśli na około 275 tysięcy mieszkańców przypada ponad 600 tysięcy owiec.

Prawdziwym przysmakiem jest chyba najgorzej wyglądająca potrawa na świecie – svið, czyli przepołowiony barani łeb. Rozdziela się go na dwie części, marynuje albo gotuje. Z owcy nic się nie wyrzuca, prawie wszystko jest wykorzystywane, nawet oczy. Delikatesem są wędzone jądra baranie, zwane sursadir hrutspungar. Rzadką specjalnością jest kiełbasa sporządzona z drobno pokrojonych i odpowiednio przyprawionych jąder. Mięso, tłuszcz i krew zaszyte w owczym żołądku to statur. Prawda, że brzmi to wszystko przepysznie?

Najsłynniejszą jednak potrawą w całej Islandii jest hákarl, czyli mięso rekina, które pocięte w wąskie paski musi przez kilka tygodni dojrzewać, leżąc na brzegu morza na deskach pokrytych żwirem i przykrytych kamieniami. Potem je się wędzi i długo suszy w przewiewnych szopach. Wszystko dlatego, że surowe mięso rekina grenlandzkiego jest trujące, a w procesie fermentacji nadmiar mocznika zostaję usunięty. Potem wydziela woń zbliżoną do amoniaku, dlatego najważniejszą rzeczą przy kosztowaniu tego delikatesu, to trzymać go jak najdalej od nosa. W restauracjach można go spotkać w towarzystwie wysokoprocentowych trunków, jak choćby Brennivín, zwany także svarta daudi, czyli czarna śmierć. Jest to przezroczysta, niesłodzona ziemniaczana wódka kminkowa. Trunek ten bywa nazywany palonym winem lub winem kminkowym.

Niezwykle interesującym wyrobem, jakim jeszcze może poszczycić się kuchnia islandzka jest także czarny chleb wulkaniczny, czyli Rugbrauð. Wszystko przez proces jego przyrządzania. Otóż piecze się go w podziemnej, geotermalnej piekarni, gdzie temperatura ziemi i podziemnych źródeł sięga 100 stopni Celsjusza. Ciasto chlebowe wlewa się do garnka, szczelnie zamyka, zakopuje metr pod ziemią i zostawia na 24 godziny. Pod ziemią chleb piecze się, a może raczej gotuje, na gorącej, wulkanicznej parze. Po upływie doby i wykopaniu garnka, rugbrauð jest gotowy.

Może poza lava bread i harðfiskur wcześniej wymienione potrawy stanowią raczej ciekawostkę dla turystów niż codzienne pozycje w jadłospisie, niemniej jednak wspaniale obrazują pełne oddanie Islandczyków swojej ziemi i niebywałą wolę przetrwania, która nie pozwalała im na marnotrawstwo, a przez to nauczyła szacunku dla darów natury i ukształtowała ich mentalność.

Jak widać, kuchnia Islandii może wydawać się trudna do przełknięcia, jednakże któż z nas nie lubi wyzwań? A zatem – w drogę!

One Comment

  1. Pingback: Prosto i pożywnie, czyli kuchnia Norwegii w pigułce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *